karpWtorek, 26 września 2017 karpImieniny: Cypriana, Justyny, Łucji karpOstatnia aktualizacja: 2017-03-16
logowanie
Login: Hasło:
reklama
współpraca
kluby
gadugadu albert 7300154 mail 501-780-671   albert@carpstrong.eu  
reklama

ostatnio dołączyli
sztmaniukmerfiu28konopekdugifjkondelos
reklama
statystyki
Ilość odwiedzin: 3057431
Ilość odwiedzin dziś: 171
Ilość użytkowników: 784
artykuły
karpieRozmowy z wędką - Wędka idealna


     Zastanawialiście się kiedyś , jak powinno lub mogłoby wyglądać idealne wędzisko karpiowe.... Kilka miesięcy temu zapytał o to kwartalnik „Karp max" przy okazji konkursu firmy Dragon, postanowiłem odpowiedzieć na to pytanie....



       "Rozmowy z wędką - Wędka idealna"


        Opowieść, którą tu przedstawię, może wydać się dziwna lecz zarazem magiczna - dokładnie tak samo jak to całe nasze hobby jakim jest „wędkarstwo karpiowe".

        Historia ta wydarzyła się podczas jednej z nocnych zasiadek karpiowych, nad pewnym niewielkim, zarośniętym stawem w Wielkopolsce. Co tu zresztą dużo będę opowiadał posłuchajcie sami:

       Wszystko przygotowane jak należy, łowisko nęcone od kilku dni pelletem, całymi i kruszonymi kulkami oraz uwielbianymi przez „miśki" ziarnami konopi...

       Wędka spoczywa na podpórkach, zestaw umieszczony pod drugim brzegiem tuż przy zwalonym do wody drzewie, dookoła ciemność jedynie czerwone „oko" sygnalizatora wpatruje się we mnie i nie pozwala zasnąć. Cały czas czekam, huśtając się lekko na krzesełku...nagle drugie „oko" ożywa, radośnie mrugając...w powietrzu rozlega się przeraźliwy, ale jakże upragniony pisk "pip, pip, pipipippppiiiiiiiiiiiiiii !!!". Momentalnie zrywam się z fotelika, blokuję wolny bieg i zacinam przerywając „śpiew" sygnalizatora...Wędzisko wygina się pięknie, karp zmierza w stronę gałęzi zatopionego drzewa, chcąc go powstrzymać lekko dokręcam hamulec kołowrotka i nagle czuje luz....ryba schodzi z haka...!!!

      - Niech to, to już druga dzisiejszej nocy, grrrr......gdybyś chociaż miał progresywną akcję, to może, by mi ten karpik nie „spadł" !!! - wrzeszczę do kija...

      - „Trzeba było nawinąć żyłkę, a nie plecionkę człowieku, a nie teraz mieć pretensje do mojej szczytowej akcji".

      - Jak miałem nawinąć żyłkę jak tu tyle zawad i roślinności ?

 Serce o mało co nie wyskoczy mi z piersi, oczy powiększają swoja wielkość przypominając teraz zapewne dwa ping-pongi, zresztą na pewno wyglądam śmiesznie stojąc z „rozdziawioną" gębą, wpatrując się w wędzisko.....Czy ja właśnie rozmawiam  z wędką ?! - pytanie to przetacza się przez moją głowę jak jesienna burza....

 - Nie, to nie możliwe...cedzę przez zęby...

       - „Wszystko jest, możliwe...hehhhehhee...no, może poza tym - spiętym karpiem, nawet dziecko , by go wyholowało...!!!"

       Nie może być ??? Stoję tu sam nad wodą, oddalony od cywilizacji i słucham jak moje wędzisko naśmiewa się ze mnie.....

      - „Co się tak dziwisz ?? Nigdy z wędką nie rozmawiałeś ??" - odzywa się do mnie ponownie...

       A niech mnie, ten kijek naprawdę gada....

       - No żebyś wiedział, że nigdy nie rozmawiałem z wędką....odpowiadam cicho, trochę zmieszany...

      - „Nie przejmuj się, ten pierwszy raz zawsze jest trudny hehehhe".

      No patrz, nabija się ze mnie - myślę - kij z poczuciem humoru - niewiarygodne....

      -„Nie dziw mi się, że się odzywam - mówi, lekko zachrypniętym głosem - gdybyś, co chwilę słyszał epitety pod swoją nazwą, też byś nie wytrzymał....Prawda jest taka, że zawsze mogłem mówić, ale jestem wielkim śpiochem i wolę podrzemać niż konwersować z ludźmi. Przyznam Ci jednak, że z czasem Cię polubiłem, bo często zabierasz mnie na zasiadki, a to cenię sobie w życiu najbardziej."

      - No, proszę teraz gadasz do rzeczy, Bartek jestem tak na marginesie, ale znajomi mówią do mnie Bart. Witaj jak ci tam...hmmm...kiju...

      - „Witam , witam...zwą mnie Leopold, ale mów mi Leo, jak ten trener piłki nożnej hehhehe...".

      - Leo..hehehe, nie ma problemu...

      -„Widzisz, chciałbyś pewnie mieć super wędkę, ale jak zapewne wiesz, nie ma kija uniwersalnego, każdy ma inną pracę, krzywą ugięcia, długość itp., a co za tym idzie kij trzeba dobrać do aktualnie panujących na łowisku warunków. Są typowe paraboliki, które gną się po sam dolnik oraz kije o akcji progresywnej gdzie najpierw do pracy przystępuje szczytówka, a później reszta wędziska. Przeznaczone głównie do łowienia z wywózki, na bardziej zarośniętych akwenach, wśród zaczepów i na bliższych odległościach. Mają jednak tą przewagę nad wędkami rzutowymi, iż dostarczają podczas holu niezapomnianych wrażeń, czuć każdy ruch ryby, każdy odjazd...typowo finezyjne łowienie. Współpracują bardzo dobrze z plecionkami, biorąc na siebie nagłe zrywy ryby. Ja natomiast jestem typowym "castingiem", uwielbiam te obco języczne przydomki, czyli kijem o typowej akcji szczytowej, co już mi z resztą dziś wypomniałeś...Możesz mną daleko posłać zestaw, ale już gorzej amortyzuję ucieczki karpia czy sprawiam problemy przy silnych rzutach. Można oczywiście zniwelować to trochę używając żyłki, która już sama w sobie tworzy „amortyzator" lub dać przypon strzałowy, jeśli chodzi o rzuty.

        Kolejną ważna kwestią jest krzywa ugięcia, o której już wcześniej wspomniałem, jeśli chodzi o ugięcie określane miarą 3 lb - będzie to na pewno najbardziej uniwersalny kij, z kolei wędką 3,5 lb śmiało możesz rzucać tzw. „metodą" czy zestawami z materiałami PVA oraz dużymi ciężarkami. Zostaje jaszcze przedział od 2,5 do 2,75 lb, który daje nam możliwość świetnej zabawy na bliższych odległościach powiedzmy do 100 m kiedy wiemy, że w wodzie nie ma większych zawad i będziemy mogli bezpiecznie doholować karpia, całego i zdrowego do „maty"."

       - No to teraz na prawdę mnie zdziwiłeś swoja wiedzą o wędkach...powiedziałem do swego nowego przyjaciela.

       -„Gdybyś całe życie był wędka, też byś to wiedział"....rzekł Leo nad wyraz rozbawiony...

 „Przecież o ludziach też mógłbyś mnie wiele nauczyć, bo co ja tam o was wiem skoro większość czasu spędzam w pokrowcu..."

      - Racja, racja, myślę, że da się to jeszcze jakoś nadrobić..., ale wracając do tematu, powiadasz, że nie ma wędki idealnej wiec...

      -„Chwila, chwila tego nie powiedziałem, mówiłem jedynie, że pod względem akcji i krzywej ugięcia kij trzeba dobierać indywidualnie do preferencji łowiącego jak i akwenu, na którym najczęściej dany wędkarz łowi....oczywiście długość też ma znaczenie." - podkreślił z wyraźna nutka rozbawienia...

       -Hehehehhehehe, dobre, dobre...a co dokładnie masz na myśli ?

       -„Rozmarzyłem się właśnie na temat wędeczki idealnej - przyznał...

Widziałem kiedyś taką, jeszcze kiedy byłem młodym kijkiem i mieszkałem w sklepie wędkarskim, stała dokładnie naprzeciw mnie, mmmmmm.....miał na imię Malika.

       Wiesz, opowiem Ci o niej i tym jaka powinna być wędka idealna. Pomijając kwestie wspominane wcześniej, wędka musi mieć w sobie to coś. Coś co przyciąga wzrok, coś co sprawia, że jest niezawodna i wybaczy Ci wiele błędów....taka właśnie była Malika."

      - Leo, coś czuje, ze tamta wędeczka naprawdę wpadła Ci w oko.

      -„Dokładnie, była wprost idealna, gdybyś widział te przelotki w systemie Fuji, sprawujące się niezawodnie zarówno pod żyłką jak i ostrą jak "brzytwa" plecionką...piękna sprawa, nie wspomnę o ich idealnym rozmieszczeniu, a było ich dokładnie sześć licząc z przelotką szczytową. Co ważne przelotki te miały dość duże średnice, bo największa jakieś 50 mm, szczytowa natomiast coś około 16 mm. Zapewniało to dobre zejście linki ze szpuli kołowrotka i długie rzuty.

        Miała jednak pewną słabość do „big pitów" , szczyciła się tym, że ma mocowanie do kołowrotków tego typu, jakże popularnych ostatnio na rynku, jak wiesz ja takiego nie mam, ale Ona to już była nowa generacja. Osobiście myślę, że była zakochana w jednym takim kołowrotku". - powiedział z widocznym żalem....

        „Ach, jakie Ona miała wyczucie" - kontynuował swą opowieść o "wędce idealnej" -

        „Wyobraź sobie, to była typowa wędka rzutowa dlatego też miała lekko wydłużoną rękojeść, w stosunku do zwykłych wędzisk. Jak zapewne wiesz, umożliwia to nadanie zestawom większej prędkości przy zarzucaniu co niewątpliwie przekłada się na długość rzutu. Poza tym pięknie wyglądała.... makijaż pierwsza klasa, żaden tam błyszczący lakier, którym mogłaby tuszować pewne niedociągnięcia..."

        - Jak to ? Nie była polakierowana ?

        -„Przecież mówiłem, że to nowa generacja, wyobraź sobie - lakier mat - całkowicie matowy, miejscami nawet pozbawiona była lakieru, pięknie było widać strukturę "węgla" - normalnie jak elegancko stuningowany samochód....marzenie....Od razu było widać, że ma w sobie duży zapas mocy. Dodam jeszcze, że jak na damę przystało miała piękne kolczyki, a właściwie klips, wiesz taki na żyłkę, który znacznie dodawał jej uroku, a pod względem użytkowym z pewnością cieszył łowiącego".

        - Rzeczywiście musiała być elegancka, a ile miała składów, jak już jesteś tak dokładny ?

        -„Klasyczna dwuskładowa, idealnie spasowana, ale szczerze mówiąc jeśli byłaby trzy składowa to nic nie ujęłoby jej godności...zresztą wiesz, że każdy karpiarz ma swoje upodobania i jego "idealna wędka" będzie ideałem właśnie dla niego, a czy będzie dwu czy trzy składowa o długości 3,60 m czy 3,90 m to już raczej indywidualna sprawa tegoż wędkarza".

          -Tu się z Tobą zgodzę - odparłem - dodam jeszcze od siebie, iż powinna być lekka, dobrze leżeć w ręce i cieszyć oko łowiącego oraz radzić sobie z "podwodnymi potworami". Przede wszystkim jednak powinna mieć taką wiedzę i być tak gadatliwa jak ty Leopoldzie - rzekłem z wdzięcznością.

         -„Nie przesadzaj...odparł skromnie...Wiesz chciałem Ci jeszcze powiedzieć coś o „smakołykach" na tutejsze karpie, ale chyba odłożymy to na inną zasiadkę, bo strasznie zrobiłem się śpiący...szepnął ziewając i zasnął..."

           Tymczasem dzień budził, się do życia, delikatna mgiełka spowiła staw, pierwsze żaby wypełzały z sitowia, wypatrując owadów. Nic nie wskazywało na to, iż przed chwilą gadałem ze swoim wędziskiem o wędce idealnej. Jednak byłem pewien, że ta rozmowa miała miejsce, a ja postanowiłem sobie, że postaram się zdobyć "piękną, wymarzoną, idealną wędkę" dla mojego nowego przyjaciela Leopolda, by nie nudził się sam w długie zimowe wieczory w swoim pokrowcu...

Pozdrawiam Bartosz Czechowski - Bart

Dodaj swój komentarz kliknij

CENNIKOCHRONA PRAW OSOBOWYCHREGULAMIN PORTALUREGULAMIN FORUM