karpWtorek, 26 września 2017 karpImieniny: Cypriana, Justyny, Łucji karpOstatnia aktualizacja: 2017-03-16
logowanie
Login: Hasło:
reklama
współpraca
kluby
gadugadu albert 7300154 mail 501-780-671   albert@carpstrong.eu  
reklama

ostatnio dołączyli
sztmaniukmerfiu28konopekdugifjkondelos
reklama
statystyki
Ilość odwiedzin: 3056832
Ilość odwiedzin dziś: 99
Ilość użytkowników: 784
artykuły
karpieRio Ebro 06.04 - 16.04.2010 CARPSTRONG


Wyprawa na Rio Ebro 06.04.2010 - 16.04.2010





 Witam wszystkich, chciałbym wszystkim opowiedzieć o wyprawie życia na którą czekałem kilka lat. Pewnego razu podczas zasiadki karpiowej z kilkoma kolegami zaczęliśmy dyskusje o najlepszych łowiskach na świecie i podczas owej debaty padła nazwa EBRO!!!!!!!!. Jak to zwykle bywa każdy z nas wypowiedział się, że chętnie pojechałby połowić do Hiszpanii ale jak to zorganizować i oczywiście ile to będzie kosztowało itp...Długo się nie zastanawiając podjęliśmy decyzje o wyprawie....ale jak napisał Juliusz Słowacki „ W słowach tylko chęć widzimy, w działaniach potęgę trudniej dobrze przeżyć dzień niż napisać księgę". Po zasiadce  temat umarł na jakieś 2-3 tygodnie. Podczas następnej zasiadki temat powrócił i postanowiliśmy dowiedzieć się wszystkich szczegółów na ten temat. W tym celu skontaktowaliśmy się z jednym z członków naszego klubu Bartłomiejem Dziurką, który mieszka niedaleko tej rzeki. Po krótkiej rozmowie Bartek zaoferował pomoc w zorganizowaniu wyprawy i przybliżył nam koszty. Decyzja zapadła - jedziemy 5 kwietnia w drugie święto wieczorem i wracamy 16 kwietnia. Tym razem słowa zamieniliśmy na czyny. Przygotowania trwały i trwały aż w końcu nadszedł ten dzień. 5 kwietnia o godzinie 17 zapakowaliśmy 7 - osobowego busa i o godzinie 21.00 wyruszyliśmy w sześcioosobowym składzie. Podróż na miejsce trwała 27 godzin. Bartek podał nam współrzędne niezbędne do dotarcia na miejsce. Podczas naszej podróży Bartek poinformował nas o złowieniu suma o masie 42 kg i długości 188 cm.




Nie muszę chyba nikomu mówić co czuliśmy w tym momencie. O godzinie 0.30, 7 kwietnia byliśmy pełni optymizmu na miejscu przed naszym domkiem. Poszliśmy obejrzeć nasze miejscówki, które zapowiadały się bardzo obiecująco. Ale trzeba było się jednak przespać, dlatego na lepszy sen przydatna była buteleczka whisky. Pobudkę mieliśmy o godzinie 5.30, szybkie śniadanko i na stanowiska. Stanowiska wybraliśmy już wcześniej dlatego nie było z tym problemów. Ja miałem miejscówkę z Arkiem, Michał z Pawłem a Darek z Piotrem. Bartek łowił już od tygodnia z Grzegorzem z Lublina. Po rozpakowaniu busa poroznosiliśmy nasz ekwipunek i zabraliśmy się za przygotowywanie naszych miejscówek, które miały być naszym domem na najbliższe 10 dni. Od Bartka dowiedzieliśmy się że rzeka potrafi podnieść jak i obniżyć swój poziom nawet o 15 metrów linii brzegowej. Dlatego musieliśmy znaleźć odpowiednie miejsce na rozbicie namiotów, żeby czasami nie obudzić się w nocy „pod wodą". Również dowiedzieliśmy się o fakcie, że od tego roku w skutek nie zachowywania ładu i porządku oraz pozostawiania śmieci przez wędkarzy władze Hiszpanii zakazały biwakowania nad rzeką. Domek Anglika Bila był 500 metrów od naszych namiotów, które rozbiliśmy również na jego terenie co rozwiązywało problem biwakowania. Napompowaliśmy ponton i zaczęliśmy sondowanie dna. Od brzegu głębokość schodziła dość szybko, tak że na odległości 50 metrów od brzegu sonda pokazywała około 10 metrów. Dno było twarde, kamieniste i bez wypłaceń i rzadnych górek. Zdecydowaliśmy umieścić markery na głębokości 9,5 metra zaraz przed wyrównaniem się dna. O godzinie 11.00 pierwsze zestawy zostały rzucone do wody. Z uwagi na bliską odległość naszych namiotów udaliśmy się do sąsiadów na delikatną integracje J, która została przerwana dźwiękiem sygnalizatora. Pobiegliśmy do wędki, która była sprawcą tego dźwięku i okazało się, że wędka należy do kolegi Bartka, który udał się z Grzegorzem do pobliskiego miasteczka. Paweł nie zastanawiając się ani chwili zaciął i po krótkim holu ryba niestety się spięła. Po niespełna 15 minutach Piotr wyholował pierwszego karpia, który ważył 16 kg. Zapowiadało się bardzo obiecująco gdyż po godzinie od wyrzucenia zestawów pierwsza ryba wylądowała na macie. Kiedy wrócił Bartek z miasta postanowiliśmy obejrzeć suma, którego złowił. Podczas sesji zdjęciowej kolejny sygnałek odezwał się, był to sygnalizator nadal nieobecnego Grzegorza. Darek zaciął i wyholował karpia, waga wskazała 17 kg.


Tego samego dnia Arek wyholował jeszcze 3 karpie o masie 8kg, 9,2kg i 6kg. Do rana już nic się nie działo. W czwartek 08.04.2010 rano o godzinie 7.30 obudził nas ciągły dźwięk sygnalizatora Arka. Po 5 minutach holu okazało się, że niezbędny będzie ponton, wsiedliśmy na ponton i zaczął się najdłuższy hol w naszym życiu. Piękny wschód słońca, efektowne spławy karpi dookoła pontonu sprawiły, że walka rybą była bardzo ekscytująca. Po jakimś czasie okazało się, że na jeden pelet i zestaw karpiowy z żyłką 0,38mm wziął sum,  ryba poddała się dopiero po 2 godzinach. Nasze zdziwienie było jeszcze większe w momencie gdy zobaczyliśmy pysk tego olbrzyma, który miał około 50cm. Po przycumowaniu do brzegu, zważeniu i zmierzeniu okazało się, że ryba ważyła 70 kg i mierzyła 205cm.


Podczas holu suma Bartek złowił 2 karpie o masie 8kg i 10kg. Dwie godziny później Paweł podczas zwijania zestawu zahaczył zestaw zerwany przez Bartka 2 dni wcześniej na końcu którego był karp ważący 13kg. Pogoda nas nie rozpieszczała gdyż temperatura nie przekraczała 22 st C, wiatr wiał z różnych kierunków natomiast ciśnienie było dość obiecujące ponieważ wynosiło 1009 HPa. Do wieczora tylko Piotr miał 2 branie które niestety zakończył spinkami. Dopiero po zmroku kolega Michał (znany powszechnie „sumiarz") dopadł kolejnego suma o masie 2kg. W sobotę 10.04.2010 o godzinie 8.05 Arek znów złowił karpia 8kg. Podczas trzech pierwszych dni towarzyszyło nam brzęczenie świerszczy lub cykad które od rana do wieczora dawały koncert. W niedziele rano brzęk ustał i po wyjściu z namiotu zobaczyliśmy miliony owadów utopionych przy brzegu, brzęczenie ustało kolejne 4 dni. Od poniedziałku pogoda zmieniła się diametralnie, wyszło słońce, temperatura dochodziła do 38 st C w cieniu i ciśnienie zaczęło spadać, wiatr zaczął wiać z południa. O godzinie 5.30 mój sygnalizator wreszcie się odezwał i złowiłem karpia 15,90, kilka godzin później Arek złowił znów rybę, która ważyła 1,5kg, a jeszcze później do jego kolekcji dołączył kolejny karp ważący 8,5 kg. W nocy temperatura spadła do 4 st C. Już do końca ciśnienie utrzymywało się na poziomie 996 HPa. Zaczęły się potężne spławy na całej wodzie, w markerach mieliśmy masę ryb, które brały dość chimerycznie. O 13.30 zaczął padać deszcz, który towarzyszył nam do końca wyprawy. Tego wieczora o godzinie 18.00 zahaczyłem sumika za ogon. Wtorek zaczął się od brania karpia 6kg (oczywiście na Arka wędce) o godzinie 6.15, następna ryba jaka została złowiona 2 godziny później również przez Arka ważyła 12 kg. Godzinę później Paweł złowił pięknego karpia pełnołuskiego o masie 14.90 kg i tym samym ustanowił swój rekord życiowy. Długość karpia złowionego przez Pawła wynosiła 91 cm a szerokość płetwy ogonowej przekraczała 31 cm. Około godziny 12.00 Arek znów złowił 14- kilogramowego karpia. W środę 14.04.2010 temperatur wzrosła do 26 st C zaczął wiać południowo wschodni wiatr a ciśnienie nadal utrzymywało się na poziomie 996 HPa . O godzinie 8.15 na wędce nieobecnego Darka, która była wyrzucona na odległości ponad 100 metrów od brzegu rozległ się dźwięk sygnalizatora i Piotr wyholował największego karpia naszej wyprawy który ważył 22.20 kg. Godzinę później na macie wylądował karp złowiony przez Arka o masie 12,10 kg, a dwie godziny później mi udało się wyholować kolejnego karpia ważącego 11.10 kg. Około godziny 14.00 przestał na chwile padać deszcz i Michał postanowił się przenieść obok naszego stanowiska. W niespełna 20 minut po przeniesieniu zestawów na jego sygnalizatorze rozległ się dźwięk i po kilku minutach na macie wylądował pierwszy karp złowiony przez Michała, waga pokazała 7,5 kg. 10 minut później Paweł również przeniósł swój obóz obok naszego. O godzinie 16.30 postanowiłem ułożyć poda w szczęśliwej pozycji co miało zachęcić karpie do brania J, nie minęło 15 minut i nastąpiło branie. Podczas holu Arka swingery przykleiły się do wędki i mieliśmy dwa hole na raz. Nie mogło przytrafić nam się nic lepszego tym bardziej, że chwile później Michał również miał branie i holowaliśmy ryby trzej na raz. Po zważeniu wagi wskazały następujące masy Michał - 14kg, Arek -9kg i mój 9kg. Około godziny 17 dostaliśmy informacje, że Czesi od rana mieli kilka ryb i wszystkie niestety poszły pod nóż. W między czasie Piotr zaliczył kolejną spinkę. Po zapadnięciu zmroku na Bartka wędkach rozległ się typowo sumowy odjazd, długo się nie zastanawiając pobiegliśmy wszyscy do wędek, po chwili holu Bartek stwierdził, że musimy wejść na łódź więc tak zrobiliśmy. Cztery osoby weszły na łódź i popłynęliśmy po suma,ryba dała nam do wiwatu biorąc pod uwagę fakt, że ryba była uraczona do markera, po kilku minutach potężny sum wylądował w łodzi, waga wskazała 1,5kgJ. W czwartek 15.04.2010 o godzinie 10.20 udało mi się złowić kolejnego karpia o masie 11kg, następnym szczęśliwcem, który złowił rybę był Paweł ryba ważyła również 11kg, godzinę później Michał miał branie podczas nęcenia, podpłynął do brzegu, zabrał wędzisko i hol dokończył na pontonie ryba ważyła 10 kg. Następnie Paweł zaliczył spinkę i tego dnia nie mieliśmy więcej brań. W nocy 16.04.2010 o godzinie 3.15 mój sygnalizator znów się odezwał i wyciągnąłem karpia o masie 10kg, po trzech godzinach znów złapałem karpia i tym razem waga wskazała 14.20kg. Tej nocy i tego ranka spławy były tak potężne, że nie pozwoliły mi już zasnąć więc postanowiłem siedzieć przy wędkach ale niestety nic to nie dało, moje sygnalizatory zamilkły już do końca wyprawy. Tego ranka Paweł zaliczył spinkę i Michał wyholował jeszcze jednego suma o masie 1kg.


Jak to zwykle bywa wszystko co ma początek ma również koniec i nieubłagalnie wyprawa dobiegła do końca i teraz czekał nas 30 - godzinny powrót do domu w niezbyt wygodnych pozycjach. No ale podsumowując wyprawę zaliczamy do bardzo udanych. Biorąc pod uwagę fakt, że łowiliśmy na rzece w której jest największa populacja karpia na świecie to nie możemy powiedzieć, że mieliśmy super wyniki ale atmosfera panująca na wyprawie i towarzystwo w jakim miałem zaszczyt przebywać w pełni rekompensują mi niedobór karpi.


W wyprawie brali udział Arkadiusz Siebert, Michał Barański, Paweł Konderak, Darek Prymowicz, Bartłomiej Dziurka, Piotr Wachowiak i Albert Chojnacki.


Osobne podziękowania dla Bartka Dziurki za pomoc w zorganizowaniu wyprawy!!!!!!!!!!!!!!

 

 

Pozdrawiam i do zobaczenia nad wodą

Albert Chojnacki

Dodaj komentarz kliknij



 

CENNIKOCHRONA PRAW OSOBOWYCHREGULAMIN PORTALUREGULAMIN FORUM