karpWtorek, 26 września 2017 karpImieniny: Cypriana, Justyny, Łucji karpOstatnia aktualizacja: 2017-03-16
logowanie
Login: Hasło:
reklama
współpraca
kluby
gadugadu albert 7300154 mail 501-780-671   albert@carpstrong.eu  
reklama

ostatnio dołączyli
sztmaniukmerfiu28konopekdugifjkondelos
reklama
statystyki
Ilość odwiedzin: 3057007
Ilość odwiedzin dziś: 155
Ilość użytkowników: 784
artykuły
karpieWiosenna wyprawa na Jezioro Kierskie

 

 

 

 

                                          Wiosenna wyprawa na Jezioro Kierskie


Witam, chciałbym opisać przygodę nad dużym zbiornikiem polodowcowym. Takie zbiorniki znajdują się w każdym województwie. Moja (a właściwie nasza) przygoda była na Jeziorze, Kierskim, które znajduje się w województwie wielkopolskim. Kiekrz jest dużym jeziorem, które ma ponad 300 Ha. Jest to woda o bardzo zróżnicowanej linii brzegowej i bardzo zróżnicowanym dnie. Głębokość dochodzi do 38 metrów. Wokół jeziora znajduje się wiele ośrodków wypoczynkowych jak i dzikich otoczonych lasami stanowisk. W jeziorze występuje duża populacja wszelkiego rodzaju ryb. Jest też duża populacja karpia i amura. Ale jak każdy duży zbiornik rządzi się swoimi prawami. Jest to woda bardzo trudna i zlokalizowanie żerowisk karpi i amurów też nie jest rzeczą prostą. Z kilkoma kolegami postanowiliśmy poświęcić trochę czasu właśnie na zlokalizowanie takich miejsc. Nasze poszukiwania zaczęliśmy wczesną wiosną. Na początku marca nadmuchaliśmy dwa pontony i podzieliliśmy się na dwie grupy. Jedna ekipa miała za zadanie przeczesać jedną część jeziora a druga pozostałą. Mając kontakt poprzez krótkofalówki wyruszyliśmy realizować nasze zadania. Pierwsze dwa dni minęły w zasadzie tylko na pogawędkach przez krótkofalówki i nie przyniosły żadnych rezultatów. Dopiero trzeciego dnia jedna z ekip zlokalizowała prawdopodobną miejscówkę. Było to wypłycenie z 3 metrów na 1.2 metra, szerokości 10 metrów i długości 2 metrów. Tam postanowili rozpocząć nęcenie. Druga ekipa nie miała tyle szczęścia i kolejny dzień zakończył się porażką. Dopiero czwartego dnia udało się znaleźć dość ciekawe miejsce w zacisznej zatoczce porośniętej kapelonami i z dala od ośrodków. Miejscówka zapowiadała się obiecująco, gdyż wśród kapelonów można było zaobserwować ścieżki porobione prawdopodobnie przez przemieszczające się, (ale nie koniecznie żerujące o tej porze roku) tam ryby.

Następnego dnia postanowiliśmy ponęcić. Umówiliśmy się, że jedna ekipa postara się zapolować na karpia a druga na amura. Okres wiosenny jest okresem, w którym zazwyczaj sprawdza się nęcenie delikatne. Ryby są jeszcze dość ospałe i nie wykazują zbyt dużej aktywności. Dlatego stwierdziliśmy, że dwudniowe nęcenie powinno wystarczyć. Po dwóch dniach delikatnego nęcenia postanowiliśmy dwa dni połowić. Nasze stanowiska znajdowały się po przeciwnych brzegach. Ja byłem w ekipie, która miała za zadanie upolować amura. Dlatego nasze nęcenie opieraliśmy głównie na kukurydzy z odrobiną pokruszonych kulek. Przez dwa dni wrzuciliśmy do wody około 10 kg kukurydzy i 3 kg pokruszonych kulek. Koledzy nęcenie postanowili oprzeć na kulkach i drobnym pelecie.

Zjechaliśmy nad wodę o godzinie 7 rano. Po przygotowaniu namiotów i wędek przystąpiliśmy do wywozu zestawów. Na każdym zestawie znajdowały się inne kulki, ale wszystkie słodkie i owocowe. Postanowiliśmy wykluczyć na tym etapie śmierdziele. Zestawy wywieźliśmy łódkami zdalnie sterowanymi na odległość około 80 metrów i głębokość 70 cm. Zjedliśmy śniadanko i zaczęliśmy debatować, co to dzisiaj będzie. Lecz naszą debatę przerwał niezbyt przyjemny widok a mianowicie dwóch typów wpływających łodzią pomiędzy zestawy. Niestety nie dało się facetom przepowiedzieć do rozsądku, że my byliśmy tu pierwsi i mamy tam zestawy wywiezione. Mężczyźni twierdzili, że nie jesteśmy w stanie się tam dorzucić i na pewno ich kłamiemy, że mamy tam zestawy. Ale wędkowanie w tym miejscu i tak już było spalone, ponieważ hałas, jaki towarzyszył owym typkom podczas cumowania ich łodzi nie pozostawiał wiele do myślenia. Nie zastanawiając się zbyt długo postanowiliśmy (nie ukrywam, że bardzo niechętnie) zwinąć manatki i poszukać następnej miejscówki.

Nadmuchaliśmy ponton i zaczęliśmy znów sondować dno. Około 600 metrów dalej znaleźliśmy piękną zatoczkę, która przykuła naszą uwagę z daleka bardzo spektakularnym spławem. Podpłynęliśmy bliżej i wysondowaliśmy dno. Prawdopodobnie los chciał, żeby tak się sprawy potoczyły.

W między czasie dostaliśmy telefon, że nasi „rywale" z drugiego brzegu upolowali pierwszą rybę. Nie była to może żadna wielka zdobycz, ale utarła nam nosa. Był to karp 2 kg.

Postanowiliśmy się pospieszyć z naszym rozbijaniem. Dochodziła godzina 16. Po ponownym przygotowaniu naszego biwaku postanowiliśmy wywieść zestawy pontonem i miejscowo sobie ponęcić. O 19 zestawy wylądowały w wodzie. Oczywiście koledzy z sąsiedniego brzegu skutecznie nas podczymywali na duchu kolejnymi doniesieniami o udanych holach. Do godziny 21 złowili jeszcze dwie ryby: karpia 3,5 kg i amurka około 2 kg. Nie bardzo nam to pasowało gdyż to my mieliśmy łowić amury a oni karpie. O pierwszej w nocy poszliśmy do namiotów zakończyć ten niezbyt udany dzień. Nocka przespana, niestety. Po śniadaniu chcieliśmy przewieść zestawy, a tu nagle swinger opadł na sam dół. Kolega podbiegł do wędki i szybko zaciął. Wędka wygięła się i po około 10 minutowym holu na macie leżała pierwsza zdobycz naszej wyprawy. Zdobyczą był 8 kg karp. Zrezygnowaliśmy z przewożenia zestawów, każdy stał przy swoich wędkach. Na następny odjazd nie trzeba było długo czekać, za półgodziny sygnalizator zaczął piszczeć. Tym razem to moja wędka, po zacięciu okazało się ze nic na niej nie ma. Ryba się nie zapięła, długo się nie zastanawiając przerobiłem zestaw na bardzo krótki przypon z miękkiej plecionki. Po godzinie na tą samą wędkę wyholowałem 8 kg amura. Kolega postanowił przewieść zestawy tym razem próbując szczęścia ze śmierdzielami. I to było to, co powinniśmy zastosować od początku. Po przewiezieniu zestawów wyholował jeszcze jednego amura 7 kg i karpia 6 kg. Nie były to może zbyt wielkie sztuki, ale bardzo cieszyły po zimowej przerwie. Nasi " rywale" do godzin wieczornych dołapali jeszcze 3 ryby nieprzekraczające 6 kg. Wszystkie ryby były karpiami.

Niestety czas naszej wyprawy dobiegał do końca i musieliśmy zabrać się za pakowanie. Zaczęliśmy się pakować. Ale postanowiliśmy pozałatwiać swoje sprawy uprosić nasze kobiety, wrócić na nasze miejscówki następnego dnia i pozostać jeszcze 4 dni.

Koledzy spływając ze swojego łowiska wypatrzyli niedaleko nas również niezłą ich zdaniem miejscówkę. Postanowili wrzucić do wody resztę peletu i kukurydzy. Po niezbyt krótkich negocjacjach z żonami dostaliśmy zgodę na 4-dniową zasiadkę. Tym razem postanowiliśmy troszkę więcej ponęcić.

                                                   Ciąg dalszy  nastąpi  !!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Albert Chojnacki

DODAJ SWÓJ KOMENTARZ

 

CENNIKOCHRONA PRAW OSOBOWYCHREGULAMIN PORTALUREGULAMIN FORUM