karpŚroda, 13 listopada 2013 karpImieniny: Arkadii, Krystyna, Stanisławy karpOstatnia aktualizacja: 2013-11-07
logowanie
Login: Hasło:
reklama
współpraca
kluby
gadugadu arek 2745561 albert 7300154 mail biuro@carpstrong.eu arek@carpstrong.eu albert@carpstrong.eu  
reklama






ostatnio dołączyli
przemekt1szalom9mały_jżcprzemo1981kastor
reklama
statystyki
Ilość odwiedzin: 1082099
Ilość odwiedzin dziś: 104
Ilość użytkowników: 762
reklama
wiadomości
karpieRelacja z zasiadki Bartosza Czechowskiego

 


Weekend 25-27 miałem spędzić  ze szwagrem na Dobrze Klasztornym, plany uległy jednak zmianie jak to w życiu bywa i w piątek pojawiliśmy się na Rostarzewie.


Dwa  nieduże stawy połączone przesmykiem stały się domem wielu gatunków ryb w tym również karpi i amurów czyli celu naszej zasiadki. Stawy to woda prywatna - komercja, lecz coraz częściej można spotkać tu namioty i karpiarzy stosujacych zasadę "No kill", którzy kiedyś byli tu rzadkością. Pojawiają się rejestracje z Poznania czy Gniezna, a nawet krapiarz z Holandii - tak wiec wszystko jest na dobrej drodze, by zmienić trochę tą wodę.


Mariusz dotarł z Poznania po siódmej. Pakowanie, odwiedziny marketu i nad wodą jesteśmy  koło dziewiątej. Zanęcenie rozbicie namiotu i cała organizacja stanowiska zajęła nam dobre 3 godzinki, tak wiec w samo południe mogliśmy usiąść wygodnie przy kijkach i rozkoszować się piękną słoneczną pogodą, racząc się "złocistym" napojem.


Na pierwsze branie przyszło nam czekać zaledwie kilka chwil, niestety ryba zaczepia się o korzeń i Mariusz - szwagier wyciąga z wody kawałek "drzewa".


Po chwili branie na moim kiju , mocny odjazd na Bloody Halibut Hook Pellets - truskawka, rybka dość łatwo daje się podciągnąć do brzegu szacuje ją na 5-6 kg, ale dopiero pod brzegiem pokazuje swoja siłę i zaczyna „broić". Mariusz daje jej „dyszke" i ja również stwierdzam , że musi być nieco większa niż przypuszczałem. Po kilku minutach walki piękny karp ląduje na macie......



 


Waga wskazuje 12,5 kg czyli poprawiam swoją życiówkę o 0,5 kg....


 



Po sesji zdjęciowej , odkażanie ran i karpik wraca do domu....



Z uśmiechami na twarzach czekamy na dalsze brania, do wieczora mamy kilka spinek i dziś po przemyśleniach  już wiemy , że następnym razem musimy trochę zmodyfikować zestawy, bo uniknąć zejść karpi. Do wieczora „integrujemy" się z karpiarzem z sąsiedniego stanowiska „opróżniając" pomału lodówkę J.


Przed zmrokiem donęcamy rakietą i zmieniamy przynęty. Okazuje się, że noc należy do Mariusza, tuż przed 23cią po pięknej walce Mariusz pozuje do zdjęcia ze swoim pierwszym życiowym amurem równe 6 kg....



 


 


 Amur naprawdę dzielnie walczył robiąc wiele hałasu i nawet nie zauważyliśmy kiedy za plecami pojawił się „kibic" z przeciwległego brzegu.


Po drugiej „bunkrujemy" się w namiocie - którego zresztą ta zasiadka była debiutem - wypadł elegancko.


Koło trzeciej branie u Mariusza i karp 4 kg gości u nas na brzegu.


 



 Do końca nocy  spokój, a sobotni poranek przyniósł wiele hałasu wraz z nadejściem „wygłodzonych" wędkarzy, którzy śmigali sprężynami na lewo i prawo naszych zestawów. Jaki to dało efekt w liczbie brań nie muszę chyba mówić. Po śniadaniu i wyregulowaniu „błędników" zmąconych piątkowym przeglądem turystycznej lodówki...pakujemy się i ruszamy w drogę powrotna do „szarej rzeczywistości".


Podsumowując te 27 godzin nad wodą - bilans to -  3 ryby na macie i około 6 spinek , kilka nowych znajomości, mrówki w pokrowcach i torbach oraz lżejsza lodówka do zabrania w drogę powrotną J.


 


PS. Pozdrowienia dla Yetiego od skarpet....bzzzzzz    zzzyyytttttt.......:)


Dodaj komentarz KLIKNIJ.


 


 

karpie - aktualności
CENNIKOCHRONA PRAW OSOBOWYCHREGULAMIN PORTALUREGULAMIN FORUM