karpŚroda, 13 listopada 2013 karpImieniny: Arkadii, Krystyna, Stanisławy karpOstatnia aktualizacja: 2013-11-07
logowanie
Login: Hasło:
reklama
współpraca
kluby
gadugadu arek 2745561 albert 7300154 mail biuro@carpstrong.eu arek@carpstrong.eu albert@carpstrong.eu  
reklama






ostatnio dołączyli
przemekt1szalom9mały_jżcprzemo1981kastor
reklama
statystyki
Ilość odwiedzin: 1082000
Ilość odwiedzin dziś: 88
Ilość użytkowników: 762
reklama
wiadomości
karpieRelacja z WCC 2010

 


WCC 2010 -Lac De Madine


Tegoroczna edycja prestiżowych zawodów World Carp Classic  rozgrywana na przepięknej wodzie  Lac De Madine  w dniach 6-11 września  była wyjątkowa  . To już dwunasta edycja  tych cyklicznych  zawodów w których biorą udział zawodnicy z najdalszych zakątków krajów  min. Australia,Japonia,Turcja, nie pominąwszy  krajów Europy  z Polską na czele.


 Nasz kraj reprezentowała  grupa 9 drużyn.


Nad całością imprezy  czuwali  organizatorzy i właściciele wody  i trzeba przyznać że spisali się   wyśmienicie. Atmosfera była   gorąca i wszyscy czekali  na niedzielę wieczór   aby wziąć udział w wielkim losowaniu  miejsc.


 Wierzycie mi czy nie ale  losowanie na WCC   to chyba największy stres   z jakim miałem do czynienia. Słuchając wypowiedzi i dyskusji   przed losowaniem można się było wiele dowiedzieć,  między innymi które miejsca są łowne  na co najczęściej łowi się tutejsze karpie, a także, co chyba najważniejsze jak się tutaj nęci.Oczywiśćie  do tych wszystkich rad i sugestii  trzeba mieć  spory margines  gdyż przypomnę gdy po długiej przerwie  w edycji  WCC 2008  wszystkie miejsca po losowaniu     okazały się najlepsze  , tak twiedzili uczestnicy .Ciekawe skąd mieli ta wiedzę gdyż   większość miejsc  w  80 procentach była pierwszy raz udostępniona do losowania. Ale wracajmy do terażniejszosći o  godz 20.00 w niedziele   wszystkich gości przywitał Ross Honey, który  jest pomysłodawcą tej imprezy, a także właściciele wody Madine, sponsorzy i goście. Wszyscy  zawodnicy dostali gromkie brawa za trud jaki włożyli aby tutaj się dostać na WCC 2010. Polskie ekipy  losowały  różnie. Parę ekip wylosowało kiepski sektor Boel bait i jet Jet Fish  ale były też zespoły które  wylosowały zatoki i skrajne numery i to właśnie na nich liczyliśmy  licząc na dobre wyniki. W trakcie losowania nie odbyło się bez  wpadki organizatorów, otóż po ok 50 losach ktoś wyciągnął już wcześniej wylosowany los. Wszystkim ale chyba najbardziej Rosowi zbladła twarz i nie  wiadomo było co teraz będzie  czy losowanie odbędzie się od nowa?  Na szczęście    obyło się bez tego. Zurzyty los  zamiast do kosza trafił z powrotem  do podbieraka  w którym były losy. Po losowaniu  wszystkie zespoły poszły w kierunku swoich namiotów  aby ustalić taktykę.  Później wszyscy poszli spać   gdyż od rana wszystkich czekała  ciężka robota.


Po przybyciu na nasze  stanowisko nr 12   sektor jet Fish okazało się, że warunki  w jakich przyjdzie nam łowić do  łatwych nie należą. Do lustra wody 1,5 metrowa skarpa,  mnóstwo ziela 25 metrów od brzegu , na brzegu błoto wymieszane z jakąś breją koloru czarnego. Miejsce, w którym przyszło nam stoczyć bój  było częścią  portu, w którym  zacumowano mnóstwo jachtów i żaglówek ,  gdyż na czas zawodów  obowiązywał zakaz pływania dla tych jednostek.


Start zawodów punktualnie o 14.00  oznajmił nam strzał z kilku rac, które było słychać chyba w promieniu 10 km  od jeziora.


Jak przystało na pierwszy  dzień odbyło się sondowanie i rozpoznanie  wody.  Patrząc na warunki w jakich przyszło nam łowić   można powiedzieć, że było źle. Do lustra wody skarpa na półtora metra, wszędzie glina błoto, a w odległości 20 metrów od brzegu ziele  porastało tak gęsto, że o pływaniu na silniku  można było zapomnieć .Jeśli dodam do tego fakt iż w  edycjach 2008, 2009 złowiono tutaj tylko jednego karpia można się domyśleć, że nie nastrajało to optymizmem.


Po paru łykach kawy wreszcie znalazłem się na wodzie ze swoja kamera i echosonda. Pływałem i pływałem  w poszukiwaniu ładnego miejsca ale  w  pewnym momencie zwątpiłem. Od godziny na ekranie echosondy nic nie widać tylko ciemny obraz. Pomyślałem, że trzeba zawracać bo echosonda się zepsuła  i  sprawdzić co się stało. Ku zdumieniu z elektroniką było wszystko w porządku.


Okazało się że to taki teren, w  którym  na całym obszarze była po prostu dżungla.


Rośliny pokrywały całymi połaciami zatokę (metr nad dnem), wyglądało to beznadziejnie. Wreszcie po dwugodzinnym sondowaniu udało nam się znaleźć trzy place  wymiarów ok 6 metrów kwadratowych, na których   kładliśmy zestawy. Taktyka nęcenia po krótkiej dyskusji była krótka. Nęcimy delikatnie aby nie wystraszyć ryb. Uznaliśmy że nie ma sensu zasypywanie ryb kilogramami kulek pelletu, gdyż w tych zielach maja tyle pokarmu, że co najwyżej mogą się na nie skusić leszcze, a tych nie chcemy. Pierwszy dzień minął  spokojnie. Większość ekip była wymęczona tym dniem i każdy czekał na noc i następny ranek. W nocy ok 2 godz. przebudziliśmy się wraz kolegą Pawłem Kalbarczykiem, który jest ze mną od  czterech lat na tych „wojnach" i wiedzieliśmy już, a właściwie widzieliśmy  nasz błąd .


Nasze markery czyli trzy choinki  pięknie świecące, ale niestety nie dla karpi.   Światła markerów  świeciły zbyt jasno  i to był nasz pierwszy błąd . Nazajutrz pierwszą  rzeczą, którą zrobiłem  to wyciągnąłem baterie z markerów  aby światła nie było w ogóle. Łowiliśmy na dwóch metrach, że tez o tym zapomniałem wspomnieć.


 Pierwsza ryba  zawodów została złowiona o godz 16.25 w sektorze Indyline przez zespół  z Belgii. Dało to początek  łowienia cyprinusów. Na prowadzenie wysunęły się dwa sektory PV TV i INDYLINE, ale reszta tez nie odstawała z Polakami na czele z sektora PESCALIS, którzy  łowiąc pierwszego karpia 20,70 kg dawali nadzieję na dobry wynik. Nam  również dopisało  szczęście i druga noc o 4.00 ,7.00,11.00  zaczęły wchodzić cyprinusy z czego  dwa udało się wyjąć, dając nam prowadzenie w sektorze JETFISH .


Czy była to zasługa, tego że nie było już sztucznego światła? Odpowiedzcie sobie sami.  Zaraz po nas tak samo zrobili  Turkowie i Anglicy  z czego ci pierwsi  pokonali nas o dwa kilo  zajmując pierwsze miejsce w sektorze. Niestety trzeci karp wziął w momencie  gdy kolega był na wodzie i miał sporo czasu aby  wejść w zaczepy .


 W sobotę o  godz 7.00 strzał z racy oznajmił koniec zawodów  dając tym samym sygnał do wyjęcia zestawów z wody. Rozpoczęło się  pakowanie sprzętu na powrót do domu czyli najgorsza robota. O godz. 14.00 zaczęła się ceremonia   zakończenia WCC. Tam dowiedzieliśmy się, że nasi sąsiedzi Litwini  sprawili  Polakom  przykrą niespodziankę. Okazało się bowiem, że w  ostatnią noc dołowili trzy karpie wyprzedzając w generalnej klasyfikacji  Polaków i  spychając ich  z pierwszego miejsca  w sektorze  Pescalis.


Wielki żal  mam do sędziego głównego Andego Chambersa, który odpowiedzialny jest  za przebieg zawodów.Mianowicie żelazną zasadą jest wywózka na odległość 200 metrów. Już przed samymi zawodami  było głośno o bojkach, które wyznaczały ten pułap. Niestety przynajmniej  trzy drużyny w tym  dwie z podium  powinny zostać zdyskwalifikowane  za łamanie tych reguł. Okazało się bowiem, że zestawy były  wywożone na odległości ok 500 metrów  od miejsc, w których łowili.


Co niektórzy  cwaniacy  wypływali  na pontonie 200 metrów, a później  następne 200 metrów na łodzi zdalnie sterowanej. No cóż miejmy nadzieję że w przyszłości  sędzia główny  zajmie w tej sprawie odpowiednie stanowisko. Najlepszym rozwiązaniem była by granica z boi 250 metrów  i z chwilą przekroczenia „zestawu" tej granicy   nastąpiła by dyskwalifikacja złowionej ryby. Jedno jest pewne    to nie były do końca  zawody fair play. 


Jednakże podsumowując   tegoroczną edycję zawodów  WCC 2010  można ją śmiało zaliczyć do udanych. Złowiono wiele wspaniałych  karpi, a podejrzewam, że wiele z nich  zeszło z haka .Trzeba też  pogratulować wszystkim polskim zespołom, które brały udział w   zawodach za walkę i trud  jakie włożyły    aby reprezentować nasz kraj   na World Carp Classic 2010. 


Były to w kolejności przypadkowej:


 


 Andrzej Bartczak-Marek Kwiatkowski- Team Rutecki


Marek Pilewski-Piotr Nowak,


Tomasz Bilski-Jakub Matys,


Krzysztof Sikora-Tomasz Gorynski,


Karol Olejnik-Paweł Kalbarczyk  Team Anaconda


Łukasz Strycharczyk -Arkadiusz Zaremba,


Piort Janusz-Robert Staszewski,


Leszek Rutecki-Mirosław Narajczyk- Team Rutecki,


Marek Posor-Piotr Musioł- Team Rutecki,


 


Pozostaje nam mieć nadzieję, że w przyszłości   Polacy znowu staną na podium i usłyszymy nasz hymn.













 Do zobaczenia nad Madine 2011  .


Podziękowania za materiał dla Karola Olejnika!!!!!!!!!!!


 

karpie - aktualności
CENNIKOCHRONA PRAW OSOBOWYCHREGULAMIN PORTALUREGULAMIN FORUM